Piosenki, które śpiewała mi matka.
Marlon Brando, Piosenki, które śpiewała mi matka.
Gdy schodząc w głąb mojego życia natykam się na te lata i usiłuję sobie przypomnieć, jakie one były, dochodzę do przekonania, że nic nie jest prawdziwie wyraźne. Przypuszczam, że moje pierwsze wspomnienie pochodzi z czasów, kiedy byłem zbyt mały, by wiedzieć, ile mam lat. Otworzyłem oczy i rozejrzawszy się wokół w mysio-szarym świetle, zobaczyłem, że Ermi jeszcze śpi, więc ubrałem się najlepiej jak potrafiłem i stawiając na każdym stopniu najpierw lewą stopę, zszedłem na dół. Idąc na werandę z pewnością szurałem nogami, ponieważ nie umiałem zapiąć sobie sandałków. Usiadłem w słońcu na pierwszym stopniu, na samym końcu 32 Ulicy i czekałem. Musiała to być wiosna, ponieważ wielki wiąz przed domem zrzucał przypominające ważki strączki. W bezwietrzne dni wirowały w powietrzu i miękko dryfując zmierzały ku ziemi.
Siedząc z szyją wygiętą do tyłu tak, że aż otwierały mi się usta, obserwowałem ich kołysanie się w powietrzu i wyciągałem ku nim dłoń, ale żaden z nich nigdy w nią nie wpadł. Gdy któryś upadł na ziemię, znów spoglądałem w górę i błądząc oczami, czekałem na następne magiczne zdarzenie, a prażące słońce wysuszało jasne włosy na mojej głowie. To oczekiwanie na następny cud było równie wspaniałą chwilą jak wszystkie inne, które przypominam sobie z ostatnich sześćdziesięciu lat.
***
Ta historia nie ma żadnego końca. Byłbym szczęśliwy, mogąc go opowiedzieć, gdybym go znał. Tak jak nie mogłem wyobrazić sobie, gdzie byłem przedtem, nim usiadłem pod drzewem wiązu, na końcu 32 Ulicy, z ręką wyciągniętą po magiczne strąki, tak samo jak jestem zagadką dla samego siebie, w świecie, który ciągle mnie zdumiewa. Gdy samo życie jest tutaj niepojęte, nie ma sensu się zastanawiać nad tym, gdzie będę w tym ''nigdy-nie-znanym-które-przyjdzie-potem”. Jestem jednak pewien, że gdy przyjdzie mi wydać ostatnie tchnienie, będę nie bardziej zdumiony, niż byłem wtedy na 32 Ulicy.
Zawsze się uspokajam, ilekroć wyobrażam sobie siebie siedzącego na mojej wyspie Mórz Południowych; wieczorem, w delikatnym powiewie wiatru, z otwartymi ustami i odchyloną do tyłu głową, obserwującego migocące punkty światła i czekającego na tajemniczą smugę, która tak mnie wciąż zachwyca. Nie wyciągam już ręki, ale nigdy nie jestem zmęczony oczekiwaniem na następny cud.
Etykiety: cytaty


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna