sobota, 2 stycznia 2010

początek.

Bez wstępnych formalności - zaczynam pisać.
Dla samej siebie, by uporządkować mój mały, żałosny chaos, toteż wszelaką kurtuazję na 'dzień dobry' uznaję za zbędną.

***

Nie wiem, gdzie podziały mi się moje ostatnie dwa tygodnie. Żyłam w stanie odrętwienia. Wyłączyłam się. Wszystko mi jedno. Czternaście dni i nocy zamieniły się w niemiłosiernie długą dobę, z bólem głowy, byle jakim żarciem. 
 
W zasadzie, to nie wiem nawet, kiedy upłynął kolejny rok. Czas kręci się w kółko jak zapętlona płyta. Mijam stałe punkty, pomiędzy którymi są miesiące niczego. Sesja. Dwutygodniowe warsztaty. Znowu sesja. Rok akademicki, miesiące lecą jak tygodnie. Sesja. Ciągle do przodu, przeżyć jeszcze raz to samo.

   I jeszcze raz.  
        I jeszcze raz.  
 
Zgubiłam się w codzienności. W obskurnym, zagraconym mieszkaniu, kolażu z gratów, w dwugodzinnych podróżach autobusem, byle jakim obiedzie, rozmowach odbitych z szablonu. Ciągle ci sami ludzie krążą po mojej małej orbicie.

Coraz mniej pamiętam z przeszłości. Okresy i garstka chwil w każdym z nich. Jaskrawe przystanki, pomiędzy którymi nie było niczego. Cicha chęć posiadania lepszych wspomnień pozwala mi nieśmiało wytuszować to i owo. Powtarzam nową wersję tak długo, aż stanie się prawdziwa, a stara odejdzie w niepamięć, wymazana drobnym kłamstwem.

Zgadzam się powoli na własną zwyczajność. Cierpliwie czekam, kiedy wreszcie stanę się kompletna. Stabilna, dopełniona. Czy ja do tego kogoś potrzebuję? Czy mogę szukać potwierdzenia siebie samej w kimś innym? 






Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna